Rovinj – perła Istrii

Kolejnym miastem na Istrii do którego Was zapraszam jest Rovinj. Dla wielu – najpiękniejsze istryjskie miasto. Osobiście mam mieszane uczucia. Z pewnością jest wyjątkowe, ma cudowną starówkę z tym co lubię najbardziej – wąskimi, kamiennymi uliczkami, starymi, kolorowymi domami i Jadranem wokół. Z tego względu w sezonie trudno tu znaleźć spokojny, pusty zakątek. Jednak np. na majowy weekend jest to miejsce wprost wymarzone.

Zacznijmy jak zwykle – od historii Rovinj.

Historia

Rovinj (włoska wersja nazwy to Rovigno) jest jak na chorwackie warunki dość duże bo liczy ponad 13 tysięcy mieszkańców. Zatem porównując go z poprzednio przedstawionymi miasteczkami musimy przyznać, że jak na chorwackie warunki jest prawdziwą metropolią! 

Patronką miasta jest Eufemia z Chalcedonu. Ale o tym potem.

Pierwsze wzmianki o osadzie w tym miejscu sięgają VII wieku p.n.e., należała wówczas do plemienia Iliria. Od 129 roku p.n.e. osada znalazła się pod panowaniem Imperium Rzymskiego. Rzymianie miasto nazywali Arupiunum albo Mons Rubineus, później Ruginium i w końcu Ruvinium

Ciekawostką jest to, że miasto zbudowano na wyspie blisko wybrzeża. I przez wiele lat funkcjonowało jako mocno zabudowana wyspa. Miało to chronić przed najeźdźcami (np. w 856 był wielokrotnie atakowany przez Słowian pod wodzą księcia Domagoja). 

Żrodło: https://www.adriatyk.com.pl/pl/chorwacja/rovinj/

Później miejsce to przechodziło z rąk do rąk. Po rozpadzie cesarstwa około V wieku stał się częścią Bizancjum. Od VI do VIII wieku należał do Egzarchatu Rawenny. W 788 stał się częścią Imperium Frankońskiego (wówczas miasto zostało ufortyfikowane). Nie zabezpieczyło to jednak przed ciągłymi oblężeniami i zniszczeniami jakich dokonali Saraceni i piraci w IX i X wieku. Przez kolejne wieki miejscowość należała do władców feudalnych. Od 1209 było rządzone przez patriarchę Akwilei. W latach 1283–1797 weszło w skład Republiki Wenecji. W tym okresie, w 1531 roku Rovinj otrzymał prawa miejskie. Miasto za czasów Wenecjan zyskało mury miejskie z trzema bramami (z istniejącą do dziś bramą Balbiego, o której nieco później). Rovinj, dzięki wyspiarskiemu (w tym okresie) położeniu uniknął wielu wojen i epidemii, dzięki czemu w XVII wieku był jednym z najbardziej zaludnionych miast nad Adriatykiem. Mieszkańcy zajmowali się kamieniarstwem, rolnictwem, rybołówstwem i budowaniem statków. 

Dopiero w 1763 miasto połączono z lądem zasypując cieśninę oddzielającą wyspę od lądu. Wówczas Rovinj zyskał kształt jaki znamy obecnie (podobnie jak Primosten czy Korcula), czyli stare miasto na półwyspie w kształcie ryby

Po upadku Republiki Wenecji i po czasach napoleońskich, Rovinj stał się częścią Cesarstwa Austriackiego. Trwało to do I wojny światowej. Pod panowaniem Habsburgów (1813–1920) miasto szybko się rozwijało. Stało się największym miastem na zachodnim wybrzeżu Istrii. Wówczas powstał zakład przetwórstwa rybnego, fabryka tytoniu, teatr oraz lecznica Marii Teresy. Od 1920 do 1945 należała do Włoch. Po II wojnie światowej stało się częścią Socjalistycznej Republiki Chorwacji w ramach Socjalistycznej Federacji Republik Jugosławii. Podczas tego okresu większość włoskich mieszkańców opuściło miasto. Dzisiaj leży w granicach Republiki Chorwacji (1991 rok).

Historia Rovinj wydaje więc wierną kopią historii pozostałych przedstawionych wcześniej przeze mnie istryjskich miasteczek.

Zwiedzamy Rovinj

Do Rovinj wracałem wielokrotnie. Za każdym razem miałem to szczęście by przyjechać tu poza letnim sezonem. Maj – czerwiec i wrzesień to moim zdaniem najlepszy czas na zwiedzanie. Lipiec – sierpień to czas wysokich cen i tłoku na ulicach, w konobach i na plaży.

Zwiedzanie poza sezonem ma jeszcze jedną wielką zaletę – z pewnością znajdziecie miejsce na dużym płatnym parkingu, tuż przy północnej stronie starego miasta (przy ulicy Giordana Paliage). Część zamieszczonych poniżej zdjęć (te deszczowe, bez błękitnego nieba) zrobione były w styczniu. Stąd mocno stonowane barwy. Zdjęcia z wysoka, są z dzwonnicy kościoła św. Eufemii (te z błękitnym niebem) zrobione podczas jednego z długich, majowych weekendów w Chorwacji.

Niech Was nie dziwi włosko brzmiąca nazwa ulicy, przy której znajduje się parking. Położenie i długa “włoska historia” miasta sprawiła, że wielu jego mieszkańców to Włosi. W Rovinj ustanowiono dwujęzyczność, a włoska ludność ma własne instytucje, przedszkole i szkoły. Funkcjonują również dwie, równorzędne nazwy – chorwacka Rovinj i włoska Rovigno. 

widok na stary Rovinj (dawną wyspę) i górującą nad nim dzwonnicą kościoła Św. Eufemii.

Zwiedzanie miasta z pewnością zrobi na Was wrażenie, to prawdziwa przyjemność. Dla wielu Rovinj to chorwacka Wenecja. Nie jest to powiedzenie na wyrost – budynki wyłaniające się bezpośrednio z wody, kolorowe ściany starych budynków, wąskie, brukowane uliczki, liczne schody, ganki, wewnętrzne dziedzińce, ślepe zaułki i wreszcie górująca nad miastem dzwonnica kościoła Św. Eufemii (patronki miasta) wzorowana na dzwonnicy Św. Marka z Wenecji są tego najlepszym przykładem.

Wchodząc do starego miasta od strony parkingu proponuję skręcić w pierwszą uliczkę po prawej stronie. To ulica Vladimira Švalbe. To urocza uliczka prowadząca łagodnym łukiem do centralnego i najwyżej położonego punktu miasta jakim jest kościół św. Eufemii i stojąca tuż obok dzwonnica.

Przy tej uliczce znajdziecie wyjątkowe zaułki. To właśnie one “zagrały” słoneczną Italię  w popularnym kilka lat temu serialu o Annie German. W 6 i 7 odcinku, gdy piosenkarka grana przez Joannę Moro zaczyna zrobić zagraniczną karierę, kamera towarzyszy jej na wąskich “niby włoskich” uliczkach Rovinj pnących się do góry lub opadających wprost do morza. Na skraju jednej z nich mieściła się serialowa wytwórnia fonograficzna, z którą artystka podpisała kontrakt. 

Idziemy dalej brukowaną uliczką. Mijamy stare domy, niektóre kolorowe, odnowione, niektóre z odrapanym tynkiem spod którego wyglądają ciekawskie, wapienne kamienie, przyglądające się przechodniom. Uliczki Rovinj należą z całą pewnością do najładniejszych. I tu znów widzę różnorodne roślinki i małe drzewka fig wyrastające ze szczelin w murze, zdaje się, że wręcz z litej skały. Jak to jest, że w Chorwacji takie rośliny rosną na kamieniu, a u nas nie nie chcą rosnąć choćby na najżyźniejszej glebie?! Cóż, taki mamy klimat…… Ale wejdź tu człowieku do domu! Poniżej moja fotka co prawda nie z Rovinj a ze Skradin, ale dobrze obrazuje to o czym piszę 🙂

Droga lekko wznosi się, koty łaszą się czekając na łakocie, pojawiają się schody, a to oznacza, że zbliżamy się do głównego punktu – Św. Eufemii.

końcowy odcinek ulicy Vladimira Švalbe

Kościół Św. Eufemii

Jest najbardziej znanym zabytkiem Rovinj. Pochodzi z XVII wieku. 

A kim była Św. Eufemia? Żyła na przełomie III i IV wieku w okolicach Konstantynopola. Była chrześcijanką co w tym czasie nie było neutralne dla zdrowia i życia. Po tym jak odmówiła złożenia ofiary Marsowi została poddana torturom. Życie zakończyła z rozkazu cesarza Dioklecjana (to ten, który ostatnie lata swojego życia spędził w wybudowanym specjalnie dla niego pałacu, którego imponujące pozostałości możecie zwiedzać w centrum starego Splitu) w rzymskim Koloseum rzucona lwom na pożarcie. Legenda głosi, że mimo to jej ciało nie zostało rozszarpane a w 800 roku mały chłopiec na brzegu Rovinj wyłowił sarkofag z jej relikwiami. Piękna legenda. Sarkofag został złożony w nowowybudowanym wówczas kościele Św. Jerzego na szczycie Rovinj. Do Rovinj zaczęły ściągać pielgrzymki a miasto “zainwestowało” w budowę nowego kościoła wyburzając przy okazji sąsiadujące kościoły Św. Rocha, Michała i Urszuli. Napływające do grobu Św. Eufemii tłumy sprawiły, że w XVIII wieku rozbudowano kościół do obecnych rozmiarów.

zdjęcie Eufemii ze stycznia, a przed Eufemią – Agnieszka 🙂

Wnętrze kościoła skrywa wiele skarbów – bogato zdobiony główny ołtarz, posągi świętych – Marka z lwem, Rocha z psem i Jerzego ze smokiem, obrazy, ozdobne tabernakulum. Na ołtarzu Św. Eufemii znajduje się złocona statua a za nią sarkofag z relikwiami Świętej.

Sarkofag Św. Eufemii, autorstwa Berthold Werner, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=38526364
Obraz przestawiający męczeńską śmierć Św. Eufemii, autor anonimowy https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4623945 

Dzwonnica kościoła Św. Eufemii

To niewątpliwy symbol Rovinj. Widać ją chyba na wszystkich pocztówkach, zdjęciach z przewodników, lodówkowych magnesach, na których przedstawiono stare Rovinj. 

Ma dużo ponad 300 lat i wraz ze znajdującą się na jej szczycie rzeźbą Św. Eufemii na 62 metry wysokości. Została zbudowana w miejscu wcześniejszej, zniszczonej w 1545 roku przez uderzenie pioruna. Nową dzwonnicę zaprojektował w 1650 roku Alessandro Manapola na wzór dzwonnicy św. Marka w Wenecji. Budowa rozpoczęła się w 1654 r. W 1687 roku dzwonnicę zwieńczono hełmem, zbudowanym pod kierunkiem Cristofora Ballana.

Dzwonnica wznosi się na planie kwadratu o boku około 9 m. Na jej szczycie znajduje się miedziany, pozłacany posąg św. Eufemii, umieszczony na łożyskach, aby mógł obracać się wokół własnej osi w zależności od kierunku wiatru. Zastąpił on w 1758 roku poprzedni, drewniany posąg, zniszczony dwa lata wcześniej przez uderzenie pioruna. Również i on został trafiony przez piorun, wskutek czego musiał być poddany w 1834 roku renowacji. 20 lutego 1936 roku w posąg uderzył samolot wojskowy. Dokonano naprawy posągu, który 8 lipca 1938 roku powrócił na swoje miejsce.

Patrząc z dołu figura wydaje się niewielka, a w rzeczywistości ma 4,70 metra! Miejscowi na podstawie jej ustawienia prognozują pogodę – kiedy odwrócona jest w stronę lądu nadejdzie brzydka pogoda, gdy zwrócona jest w stronę morza należy spodziewać się pięknego dnia. Dzwonnica ta jest najwyższą wieżą kościelną w Istrii.

Z wieży roztacza się wspaniały widok na Rovinj, czerwone dachy okolicznych domów, wybrzeże i pobliskie wyspy. Aby go zobaczyć trzeba kupić bilet i wdrapać się po schodach, które wydają się równie stare jak sama dzwonnica.

Z wieży z pewnością zwrócicie uwagę na to, co dostrzec można już na dole – niezwykle ciasną zabudowę Rovinj, co z pewnością dodaje mu uroku. Wąskie uliczki a właściwie wąskie przesmyki pomiędzy kolorowymi budynkami, które nawet w południe zapewniają zwiedzającym cień, to efekt dawnego prawa!

Zakazywało ono stawiania nowych budynków, a można było jedynie rozbudowywać te istniejące. Zakaz ten wynikał z tego o czym już wspominałem – Rovinj w przeszłości był wyspą z bardzo ograniczoną przestrzenią pod zabudowę. Zanim połączono ją z lądem była tu niezwykła plątanina uliczek i gąszcz budynków. To co dla turystów wydaje się urokliwe, dla mieszkańców było niezwykle uciążliwe. W efekcie duże mieszkania były dzielone na coraz mniejsze a wiele rodzin musiało zmieścić się mieszkaniach o powierzchni do 20 metrów kw.

Gdy wejdziecie na samą górę, pod same dzwony, zobaczycie cuda! Czy też uważacie, że świat w pewnej wysokości wygląda lepiej?! Można powiedzieć – widok na wysokim poziomie 🙂

Jeśli zatrzymaliście się na parkingu, o którym wspomniałem wcześniej to wytężając wzrok zobaczycie tu swoje autko 🙂

Port w Rovinj z poziomu dzwonnicy prezentuje się wyjątkowo

a na tym zdjęciu widać przesmyk, który połączył dawną wyspę z lądem.

również ta najbliższa przestrzeń dzwonnicy, czyli plac przed kościołem św. Eufemii pięknie się prezentuje.

Dzwonnica przy kościele Św. Eufemii to wspaniały punkt widokowy, z którego rozpościera się fantastyczna panorama obejmująca nie tylko miasto, Jadran ale też kilkanaście wysepek rozsianych na horyzoncie. Jedna z najbliższych i największych to wyspa Św. Katarzyny

Można tu dopłynąć promem, warto to zrobić, również dlatego, że widok na stary Rovinj w tej perspektywy, wierzcie mi, jest niezapomniany.

I tu ciekawostka! 

W latach 1899–1926 właścicielem tej wyspy był hrabia Ignacy Korwin-Milewski herbu Korwin. Znajduje się tu jego pałacyk zbudowany na przełomie XIX/XX wieku na podstawie projektu krakowskiego architekta Teodora Talowskiego. Korwin-Milewski posiadał tu wyjątkową kolekcję polskiego malarstwa w tym dzieła takich malarzy jak Gierymskiego, Chełmońskiego, Pankiewicza, Wyczółkowskiego, Stanisławskiego, de Laveaux, Malczewskiego, Matejki. 

Miło byłoby mieć taki polski akcent w Chorwacji. Niestety w 1922 roku w Wilnie hrabia doznał wylewu krwi do mózgu, co mocno nadszarpnęło jego zdrowie. Do tego doszedł konflikt z małżonką w efekcie jego majątek został przekazany w zarząd nadzorcy. Wrócił do Chorwacji, na swoją wyspę, jednak nie odzyskał już zdrowia i 16 października 1926 zmarł w szpitalu w pobliskiej Puli. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Rovinj. 

W 90 rocznicę śmierci hrabiego Ignacego Korwin-Milewskiego Ambasada RP w Zagrzebiu, wraz z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Muzeum Narodowym w Warszawie oraz władzami miasta Rovinj i przedstawicielami Polskiego Towarzystwo Kulturalnego im. Fryderyka Chopina w Rijece zorganizowała w dniach 27 – 28 września 2016 roku obchody 170 rocznicy urodzin i 90 rocznicy śmierci hrabiego. Odnowiono wówczas między innymi płytę nagrobną na cmentarzu w Rovinju oraz tablicę pamiątkową na Wyspie Świętej Katarzyny, której właścicielem był hrabia Milewski w latach 1899-1926. W ramach tych uroczystości otwarto także wystawę dzieł sztuki z kolekcji hrabiego Milewskiego, obecnie znajdujących się w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie (niestety nie w Rovinj).

Schodzimy z dzwonnicy i wracamy do Rovinj. 

Pójdziemy tym razem najbardziej znaną uliczką Rovinj – ul. Grisia przez plac Veli trg na plac Marszałka Josipa Broz Tito (byłego Prezydenta Jugosławii).

To chyba najbardziej kolorowa i najpiękniejsza uliczka w Rovinj. Wyszlifowany stopami przez setki lat bruk ulicy, błyszczący się nawet bez deszczu, wciśnięty między stare kamienice, wabiące turystów kolorowymi okiennicami i licznymi (szczególnie w dolnym odcinku) galeriami sztuki to prawdziwy rajski ogród dla wszystkich amatorów fotografii.

Legenda mówi, że w dawnych czasach każdy skrawek ulicy przed każdym domem codziennie rano był polerowany przez lokalne gospodynie. Grisia, inne ulice i place Rovinj wybrukowane są kamieniem z lokalnych kamieniołomów. Istria słynie z niego. Od czasów rzymskich, a szczególnie za czasów podległości Republice Weneckiej kamień ten był wykorzystywany do budowy wielu miast Istrii i północnego wybrzeża Adriatyku, zwłaszcza Wenecji i jej laguny. 

Pamiętajcie – Rovinj to nie jest muzeum, tu życie się toczy. Najlepiej widać to spacerując pod niekończącymi się sznurami pełnymi schnącego prania. Między tym wszystkim biegają dzieci i grają w piłkę, drąc się wniebogłosy, w nosie mając tłumy turystów; zapach ziół, smażonych ryb i mięs, zapach lawendy miesza się tu z zapachem proszku do prania – nieziemskie doznania, wierzcie mi.

Przy tej ulicy znajdziecie niezliczoną ilość małych sklepików i mini galerii sztuki, które dodatkowo ozdabiają niebrzydką i tak uliczkę. Tu też organizowane są wystawy sztuki, podczas których turyści mogą zakupić wartościowe pamiątki.

Na starówce najlepszym co się może wydarzyć to zgubić się w jednej z uliczek, znaleźć przydrożną konobę zjeść kalmary z grilla czy mule w winie, wystawić twarz na ciepły wiatr i popatrzeć na Jadran. Nie są tu też groźne wysokie temperatury – zacienione uliczki, ukształtowanie półwyspu i wiatry ścigające się wąskimi uliczkami z każdej strony, sprawiają że nawet podczas ponad trzydziestostopniowych upałów czujesz się tu rześko.

Schodząc ul. Grisia kaskadowymi schodami, dochodzimy do placu Veli trg. Jest niewielki, ale to był w średniowieczu główny targ Rovinj. Przy tak gęstej zabudowie i ograniczonej powierzchni do zabudowy, place nie mogły być duże. Największy dziś plac miasta – plac Marszałka Tity powstał dopiero po połączeniu Rovinj z lądem.

Idąc dalej, w dół ul. Grisia zbliżamy się do Łuku Balbiego

Łuk Balbiego

W przeszłości miasto otoczone było murem z sześcioma bramami. Część z nich przetrwała do dziś. W miejscu jednej z nich powstał Łuk Balbiego z 1679 roku.

Łuk ten zyskał swoją nazwę (“Balbi”) znacznie później niż powstał, bo dopiero w latach 70. XIX wieku. Wtedy to ówczesny prefekt Francesco Almoro Balbi dodał do tego łuku herb swojego rodu. Przy Łuku Balbiego wciąż zachowany został niewielki odcinek murów miejskich. Bramą tą wejdziemy na najbardziej okazały plac w Rovinj – plac Marszałka Tito.

Plac Marszałka Josipa Broz Tito (Maršala Tita)

Tu skupia się życie miasta, szczególnie wieczorem, gdy słońce już nie praży, bryza znad Jadranu chłodzi rozgrzane głowy i mury miasta. To dość rozległy, trójkątny plac położony przy samym porcie. Znajduje się tu wiele restauracji, barów, w których można przysiąść i sącząc lokalne wino po prostu odpocząć i napawać się widokiem kołyszących się na morzu łodzi. Promenada przy porcie jest cudownym miejscem do niespiesznych spacerów.

Tu w porcie znajduje się najstarsze molo w Rovinj, nazywa się Małe Molo i cumują przy nim tradycyjne drewniane batany.

Źródło: https://croatia.hr/en-GB/experiences/culture-and-heritage/unesco-intangible-heritage-the-batana-ecomuseum

Batana to tradycyjna drewniana łódź rybacka o długości od 4 do 8,5 metra. Jej szczególną cechą jest płaskie dno, które umożliwia nawigację i łowienie w płytkiej wodzie. Przed wprowadzeniem w latach 60-tych XX wieku małych silników batany były łódkami wiosłowymi lub żaglówkami. Główny żagiel zwykle był pomalowany na żółto, czerwono lub zielono, z symbolami identyfikującymi rodziny rybaków. Z tego Małego Molo regularnie wypływają łodzie na wyspy wokół Rovinja – na wyspę Świętej Katarzyny i Świętego Andrzeja.

Wróćmy jednak na plac Marszałka Tito. 

Charakterystycznym budynkiem jest tu wieża zegarowa z XIX wieku, pod którą niegdyś mieściło się więzienie. Zamontowano w niej części mechanizmu zegarowego ze starego zegara miejskiego z XVIII wieku. Pod tarczą zegara znajdziemy typowy dla starych istryjskich miasteczek wizerunek weneckiego lwa. Plac otoczony jest barwnymi kamieniczkami. W dolnej ich części otwarte są małe sklepiki z odzieżą, pamiątkami i lokalnymi produktami a także liczne kawiarenki i bary. To tutaj w poprzednich stuleciach działał sąd miejski, spichlerz, pierwszy hotel otwarty w 1913 roku i kawiarnia z 1891 roku. Na placu znajduje się fontanna, która upamiętnia ukończenie prac nad zaopatrzeniem miasta w wodę. Na szczycie fontanny znajduje się rzeźba chłopca, nazywanego przez mieszkańców Keko. 

Plażowanie

Rovinj jest zbudowany na skale. Trudno tu znaleźć piaszczystą czy żwirową plażę. Te można znaleźć na północ lub południe od starego miasta np. w jednym z wielu w tej okolicy kempingu. Jedyne co znajdziecie przy starej części Rovinj to skrawki skał, z których można skoczyć do krystalicznie czystej wody. Liczne są tu też mniejsze lub większe groty skalne, w sezonie oblegane przez turystów. 

Być może nie ma tu szerokich długich plaż (takich jak nad naszym Bałtykiem nie ma w Chorwacji w ogóle), jednak z pewnością znajdziecie tu wiele miejsc by usiąść (szczególnie na koniec dnia) i napawać się widokiem starego miasta, kołyszących się łodzi i zachodzącego słońca. Zachody słońca przy starym Rovinj może przebić chyba jedynie zachód słońca w Zadarze 🙂  

Miasto było przez długi czas najważniejszym portem Austro-Węgier, do którego przypływało wiele statków. Część z nich nadal spoczywa niedaleko brzegu. Prawdziwą perłą wśród nich jest wrak promu Baron Gautsch – jeden z najpiękniejszych wraków na Adriatyku, nazywany Titanikiem Adriatyku. Prom zatonął w 1914 roku i leży na 40 metrach głębokości około 8 mil od brzegów. Musicie być jednak doświadczonymi nurkami by się do niego dostać.

Rovinj to też dobre miejsce wypadowe

W odległości kilkudziesięciu kilometrów znajdziecie wiele cudownych i bardzo zróżnicowanych miejsc do zwiedzenia.

Znajdziecie tu takie miasteczka jak: Vrsar (cudowne stare miasto, z którego można popatrzeć na Jadran z nieco wyższej perspektywy), Poreč (jak mniejszy brat Rovinj), Fazana (z fajnym falochronem i deptakiem przy Jadranie) oraz Pula (nie zachwyciła mnie, no może poza amfiteatrem przypominających szczuplejszą wersję rzymskiego Koloseum, Łukiem Sergiusza i Świątynią Augusta – bo te warto zobaczyć!). Natomiast warto zwiedzić wybrzeże na południe od Puli.

Dvigrad – ruiny starożytnego miasta, oddalonego o około 20 kilometrów od Rovinja.

Rovinjsko Selo – malownicze miasteczko leży 10 kilometrów w głąb lądu od Rovinja z dobrze rozwiniętą bazą agroturystyki i trasami rowerowymi.

Svetvinčenat – spokojne, stare miasteczko, około 20 kilometrów od Rovinja – kościół św. Wincenta z XII wieku, romańskie freski z XIII wieku.

Kanał Limski – ostro wcięta w ląd zatoka w otoczeniu zieleni.

Jaskinia Baredine – poza sezonem macie dużą szansę na indywidualne zwiedzanie z przewodnikiem – cudowna, klimatyczna, kolorowa, niewielka jaskinka.

O wszystkich tych miejscach poczytacie później ma moim blogu

Podsumowując:

Rovinj to cudowne, stare, niewielkie, klimatyczne miasteczko, które można “zaliczyć” w kilka godzin. Ale nie warto tak się spieszyć. Warto niespiesznie szwendać się jego uliczkami, gubić się w nich i odnajdywać. Warto posiedzieć przy lampce lokalnego wina czy kieliszku rakiji i grillowanych kalmarach w licznym konobach (jak robią to miejscowi chorwaci i włosi, którzy mam wrażenie pokoleniami nie robią nic innego, tylko siedzą przy kawie i rakiji całymi godzinami i cieszą się każdą ciepłą chwilą) warto wybrać się na okoliczne wyspy (np. Św. Katarzyny śladem Ignacego Korwin-Milewskiego). Warto też zostać to na noc by nacieszyć oczy wspaniałym zachodem słońca i światłami wypełniającymi stare miasto.

Na początku napisałem o Rovinj, że mam mieszane uczucia. Teraz, gdy zebrałem to wszystko już wiem, że muszą tam jeszcze wrócić….

2 Replies to “Rovinj – perła Istrii”

  1. trzeba przyjechać przed sezonem (albo po). tak czy siak – fascynujący opis!

  2. Dzięki. Faktycznie Rovinj najlepiej smakuje poza sezonem.

Dodaj komentarz