Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

Editę poznałem na Panoramio. To była strona internetowa, na której można było  prezentować własne zdjęcia. Umożliwiała ona również wymianę opinii i komentowanie zdjęć. Dzięki tej stronie poznało się wiele osób, których pasją była fotografia. Wiele z tych znajomości pozostało, choć Panoramio nie ma już od kilku lat. Przykładem są Grupy Panoramio na Facebook. Edita nauczyła mnie korzystania z Panoramio. To było wiele lat temu.

Po ostatniej mojej rozmowie z Eweliną Sadurską-Marinovic – Polką mieszkającą w Chorwacji bardzo byłem ciekawy czy podobnie postrzega życie w Chorwacji i Polsce Edita – Chorwatka od lat mieszkająca w Polsce. Nasza rozmowa popłynęła szerokim strumieniem 🙂 Naszą rozmowę podzielę na kilka części. 


Jestem pod wrażeniem doskonałego opanowania języka polskiego przez Editę. Wszelkie wypowiedzi są bez żadnej korekty. Pamiętajcie, że język polski nie jest językiem ojczystym Edity. Odpowiedzi były pisane spontanicznie i mogą zawierać drobne niedoskonałości.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

Część 1 – dzieciństwo w Zadarze, studia w Warszawie

Cześć Edita, miło mi, że znalazłaś dla mnie chwilę. Pewnie znasz moją fascynację Chorwacją, życiem tam. Do tej pory uważam, że mentalnie bardziej jestem Chorwatem rozmiłowanym w życiu “polako”, bez pośpiechu, w cieple letniego słońca, w cieniu wąskich uliczek, otoczony bielą skał i błękitem Jadranu. To taki wyidealizowany obraz jaki ma pewnie każdy turysta odwiedzający latem Chorwację. Jestem przekonany, że inaczej patrzysz na swój kraj. 

Opowiedz proszę jak wyglądało dzieciństwo w Zadarze? Dla przeciętnego turysty Zadar to uosobienie piękna, namacalnej historii, wyjątkowy Jadran. Przypuszczam, że gdy ma się to od dziecka na wyciągnięcie ręki to inaczej się na to patrzy.

Dzieciństwo moje w Zadarze było (jak tak popatrzę wstecz) szczęśliwe, beztroskie. Muszę wspomnieć że to była jeszcze Jugosławia. Mama jest Polką a ojciec Chorwatem. Mieszkamy nadal w samym centrum zadarskiej starówki na półwyspie. Tył naszego budynku sąsiaduje z klasztorem Benedyktynek i kościołem św Marii. 

Parę kroków dalej (rzut beretem jak to się mówi) wchodzimy na Forum, potem widać św. Donat i dzwonnicę naszej katedry św. Anastazji (Stośija). Bardzo blisko jest do morza i na nasz słynny deptak Riva. Jako dzieci z naszej ulicy z kluczem na szyi bawiliśmy się w tamtej okolicy wśród zabytków a chłopaki grali w piłkę nożną na samym Donacie (na tym placyku koło rzymskiej  kolumny wstydu). W lecie z rodzicami a później ze swoją paczką bywaliśmy na plaży Kolovare (to jest kultowa plaża naszego miasta gdzie się przychodziło  z pokolenia na pokolenie), czy na miejskim otwartym basenie ze skocznią i szkołą pływania (nasz syn też zaliczył te miejsca jak bywał od małego u dziadków).

Dzieciaki u nas prędzej się uczyły pływać niż chodzić. Coś w tym jest. I może dlatego mamy nadal sukcesy i w tej dziedzinie. Morze jest w naszej krwi.

 Królowała koszykówka na każdym podwórku. Naszymi idolami byli wtedy słynni koszykarze Kreśimir Ćosić (Zagrzeb), Pino Giergia (Zadar). Z nimi w składzie narodowa drużyna Jugosławii w koszykówce na arenie międzynarodowej święciła triumfy. 4 kwietnia 2002 w Zadarze  odsłonięto pomnik przedstawiający Ćosicia.

Nasz klub koszykówki KK Zadar do dnia dzisiejszego jest kuźnia talentów.

I teraz możemy się pochwalić naszymi piłkarzami jak: Luka Modrić, Śime Vrsaljko i bramkarze Daniel Livaja (kuzyn mojej przyjaciółki z ławy szkolnej) czy Daniel Subaśić. Wtedy serce rośnie że to nasze chłopaki z Zadaru. Takie było szaleństwo po ostatnich  mistrzostwach w piłce nożnej w Rosji. Srebrny medal po 20 latach dla Chorwacji. Eh…

 W Zadarze skończyłam szkołę podstawową, gimnazjum i liceum, matura. Te wszystkie budynki były blisko mojego miejsca zamieszkania, blisko morza. To była przyjemność każdego dnia spacerkiem przechodzić tymi małymi wąskimi uliczkami. Chodziło się na lody (słynna cukiernia Donat) koło katedry a jesienią na gorące kasztany. No i kino, były dwa, Zadar i Pobjeda. Stare dobre czasy…

W niedziele jest ten szczególny moment jak pięknie dzwonią dzwony z pobliskich kościołów a szczególnie z katedry. Albo jak są święta. To dodaje jakiś blask naszemu miastu, nie da się tego opisać słowami.

Pięknie opisujesz, można poczuć klimat tych miejsc, tego czasu. Już słyszę brzmienie dzwonów. Czy masz może zdjęcia z tego okresu?

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

 Nie mam tu w Warszawie zdjęć z dzieciństwa, są u rodziców.

Mogę tylko jako ilustrację podać ich zdjęcie ślubne, parę swoich i jako załącznik filmy który przedstawiają  życie w latach 70 ,80 w Zadarze. Na nim widać całą atmosferę mojego miasteczka w jakim dorastałam.

 Masz uroczy uśmiech. Klimat Zadaru z tamtych lat dobrze ukazują filmy jakie przygotowałaś:

 NOSTALGIJA ZADAR (film o Zadru iz osamdesetih)

 Tęsknie do tych chwil, zapachów, ludzi których już nie można zobaczyć w strojach ludowych jak przyjeżdżały na targ (pijaca, trżnica) ze swoimi produktami.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
tu mam 1 roczek

ZADAR KAMENI BROD

Kobiety nosiły ogromne ciężkie koszyki wiklinowe na swojej głowie na takim toczku z materiału, rybacy prezentowali swoje połowy i beczki solonych sardynek. Mniam, i te kiście winogron, paszki ser, rakija, pomidory.

Nadal funkcjonuje nasz targ ale to nie to samo, niby “domaće”, ale produkty od przekupek. Trzeba mieć wprawę w tym kupowaniu 🙂

Skąd pojawił się pomysł na przeprowadzkę do Polski?

Jacku to nie była przeprowadzka tylko samo życie, nie ma przypadków jak sam nie pokierujesz swoim losem.

Dobrze powiedziane.

Zdałam maturę w Zadarze i miałam już w rękach indeks swojej uczelni (wybrałam archeologię śródziemnomorska, historię i literaturę chorwacką).

Od szkoły podstawowej miałam smykałkę do malowania, rysowania, wygrywałam szkolne konkursy. Przeważnie każde dziecko coś tam sobie maluje, rysuje a później to znika.

Jak cię ktoś zauważy i pokieruje tobą (moja wychowawczyni z podstawówki) wtedy masz szansę rozwijać swój talent.

Jest na tym zdjęciu z podstawówki.  Jestem jej bardzo wdzięczna, niestety zmarła parę lat temu, Nevenka Friganović.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
moja klasa – jestem w pierwszej ławce z lewej strony

Dostałam wiadomość z Polski, z Warszawy, że jest jesienny termin dla cudzoziemców na warszawska Akademię Sztuk Pięknych.

 Wcześniej nieśmiało napisałam list.

 Były egzaminy przez cały tydzień we wrześniu, zdążyłam przyjechać. Po tygodniu stresów i oczekiwania, wywiesili listę, dostałam się!

No i tu zaczyna się dramat, dylemat. Co tu wybrać, Zadar czy ASP w Warszawie. A mam wtedy 18 lat i bądź tu mądry??!!!

 Czy decyzja o pozostaniu w Polsce była trudna? Co przeważyło?

 Po zdanych egzaminach na ASP wróciłam do Zadaru by podjąć ostateczna decyzje.

Nie było to łatwe. Zwróciłam index na uczelni i zwolniłam miejsce na wydziale na którym miałam studiować.

Zaczęłam się pakować by się przygotować na jesień i zimę w Polsce. To już nie były wakacje.

Zamieszkałam u cioci (siostry mojej mamy), zwolniłam Dziekankę (akademik) by ktoś inny tam mieszkał. Dziekanka była takim kultowym miejscem życia studentów, były tam imprezy, można było przewaletować jak się spóźniło na ostatni autobus albo za dużo się wypiło 🙂

Studenci z ASP oraz Muzycy tworzyli barwny świat. Fajne to były czasy !!!

To była jeszcze “komuna” jak studiowałam, były kartki, Pewex, te słynne kolejki przed sklepami. Przeniosłam się z innego świata “dobrobytu” z  Jugosławii do życia w “dziwnej” Polsce.

Studia na warszawskiej ASP trwają 5 lat, o rok krócej niż na Medycynie. Niektóre osoby zdawały po parę razy by się dostać i dlatego był różny przekrój roczników na danym wydziale. Ja i parę innych osób byliśmy najmłodszym studentami (świeżo po maturze)  🙂

W tamtym okresie uczyli wspaniali profesorowie (o których teraz można czytać w encyklopedii): Ludwik Maciąg, Tadeusz Dominik, Adam Myjak, Wojciech Sadley, Wiesław Szamborski, Marian Czapla, Ryszard Winiarski, Wanda Paklikowska – Winnicka….

A ich asystenci dziś są profesorami na dzisiejszej ASP w Warszawie. Już inne pokolenie.  

Na  ASP studiowali obcokrajowcy (Meksyk, Włochy, Francja, Australia, z Afryki…).

Jeździliśmy na plenery z uczelnią. Na zdjęciach jest nasz plener z 1 roku ze stadniny koni w Jaroszówce.

Obcokrajowcy albo osoby pochodzenia polskiego po zakwalifikowaniu się ze  znajomości  języka polskiego musieli chodzić na dodatkowe zajęcia raz w tygodniu na Uniwersytet Warszawski. To było blisko bo ASP jest naprzeciwko Uniwersytetu na Krakowskim Przedmieściu.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

Ja też tam chodziłam mimo że biegle mówiłam po polsku (już jako 3 latka byłam dwujęzyczna). 

 Na tych zajęciach można było zobaczyć przekrój uczestników z różnych krajów niż na ASP. Ambitna pani polonistka męczyła nas rożnymi lekturami. 

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

Na początku to były dzieła lżejszego kalibru – Tuwim, Brzechwa. Nudziłam się tam. Pewnego razu zadała nam do przeczytania “Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego.

Ratunku!!! 

A potem mieliśmy napisać pracę domową na temat szklanych domów i Cezarego Baryki. Do dziś to pamiętam, ha ha ha. Taki jej napisałam esej, że mnie zwolniła z zajęć bo stwierdziła że jestem za mądra na taką grupę.

Może się przestraszyła akcji wywrotowej obcego państwa (jeszcze była komuna w Polsce). 

Książki i pisanie nie były mi obce bo przecież zdałam na uczelnie w Zadarze na ten kierunek i archeologię śródziemnomorską.

Dyplom

Przyszedł czas dyplomu. Musieliśmy wybrać dodatkową specjalizację. Jeśli ktoś studiował malarstwo to mógł wybrać np. rzeźbę, tkaninę, malarstwo ścienne. Była i praca pisemna.

Ja byłam na wydziale malarstwa i wybrałam rzeźbę jako specjalizację u prof. Adama Myjaka. 

Jak ktoś będzie w Warszawie blisko Teatru Wielkiego (Opera Narodowa), proszę spojrzeć w górę, to on zrobił kwadrygę z końmi. Jego rzeźba jest i w Łazienkach Królewskich. Nadal profesor żyje.          

Na zdjęciach jest mój dyplom i moja rzeźba Ecce Homo.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

  Po prawej stronie widać zarys rzeźby konia młodej studentki Katarzyny Kozyry która później zaszokuje ASP swoją rzeźbą pt. “Piramida zwierząt”.

1989 rok był ważny: 

– pierwsze demokratyczne wybory w Polsce

– Na Eurowizji wygrała Jugosławia z zespołem Riva  (z mojego Zadaru)

WINNER EUROVISION 1989 YUGOSLAVIA – RIVA – Rock Me – EuroFanBcn

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

 – mój dyplom

– nasz ślub

– upadek muru berlińskiego

Męża poznałam na ASP, przychodził do ojca, profesora Tadeusza Dominika. Nasza  pracownia malarstwa w której byłam u prof. Wandy Paklikowskiej–Winnickiej sąsiadowała na parterze z pracownią prof. Dominika. 

Mąż też ukończył ASP ale na wydziale Wzornictwa i Projektowania.

Tadeusz wręczał mi dyplom nie wiedząc jeszcze że już niedługo będę jego synową. W Akademii przeszedł wszystkie stopnie kariery akademickiej od asystenta do profesora zwyczajnego, którym został w 1988. 

Dwukrotnie: w latach 1971–1974 i 1987–1989, był dziekanem Wydziału Malarstwa ASP. W 1990 przeszedł na emeryturę.

Taką niespodziankę chcieliśmy zrobić naszym rodzinom.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1

 Rodzina Dominików to taki klan malarski. Teść malarz, jego pierwsza żona również. Dwaj synowie, dwie synowe (ja w tym gronie) i syn brata mojego męża też.

Po Dyplomie zostałam jeszcze na rok na ASP na studiach podyplomowych na rzeźbie u mojego ulubionego prof. Adama Myjaka.

Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
wystawa prac męża Jakuba Dominika, ja i mój teść
Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
Rozmowa z Editą Vlaović-Dominik o życiu w dwóch ojczyznach cz. 1
ja i mój mąż Jakub

Lata 1991 – 1995 

W Jugosławii nie działo się już dobrze.

Jak byłam w odwiedzinach u rodziców w czerwcu 1991 nie przypuszczałam że będą to bardzo  krótkie wakacje. Chorwacja ogłosiła niepodległość i była kwestia czasu że wydarzy się coś złego. WOJNA !!!

Nigdy nie zapomnę tego dnia, lato, ja z mamą na balkonie wieszamy pranie a tu przelatują nagle 2 duże wojskowe samoloty, tak blisko dachów budynków. Okropny jest ten dźwięk, wszystko się trzęsło. I ten strach.

Postanowiliśmy, że muszę wracać do Polski, w ostatniej chwili udało mi się dostać do pociągu.

 Na jesieni został zaatakowany Zadar z nieba, morza. Wojskowe lotnisko było blisko miasta i koszary wojskowe…   i tak się to zaczęło.

Obrana grada Zadra

Nie było wody, prądu, ludzie chowali się w piwnicach jak zawyły syreny.

Moja mama 2 razy by zginęła jak nosiła obiad sąsiadce. W szufladzie są zachowane fragmenty szrapnelu z tych dni, na pamiątkę. To były dla nas najgorsze dni, miesiące w rodzinie, a ja tu w Polsce.

W 1995 roku urodził nam się syn Szymon. Fajny chłopak.

Już jest dorosłym mężczyzną i inżynierem (Politechnika Warszawska) robi obecnie licencjat. Nie poszedł na ASP mimo że ma zdolności do rysowania komiksów, talent aktorski (komedia). 

syn Szymon ze swoim kocim opiekunem Lampartem

 Od 1989 roku a może już od 1984 zaczęło się moje drugie życie w Polsce i trwa do dnia dzisiejszego. Poznałam fajnych ludzi, wybitnych artystów (Ernesta Brylla, Irenę i Janusza Szewińskich, Janusza Lewandowskiego (malarz), Pawła Dmocha (akwarelista), Elżbietę Dzikowską (podróżniczka)… długo by wymieniać. 

 Irena i Janusz Szewińscy, nasi sąsiedzi i przyjaciele, lata 90te

Piotr Fronczewski lata 90 -te, bywalec wernisaży i znajomy teścia Tadeusza

Sam pobyt na ASP był niesamowity z perspektywy czasu. Podobno już nigdy taki ciekawy rocznik (1984 – 1989) nie zawitał w tamte progi. Praktyka i wiedza z tej uczelni pomogła mi w pewnym sensie w dziedzinie  fotografii.

Czasami z tego powstają śmieszne sytuacje .

Raz fotografowałam kałuże i liście po deszczu, odbicia w wodzie i jedna Pani w Ogrodzie Saskim myślała że jestem z policji i że w tym miejscu było jakieś przestępstwo. Widocznie mnie obserwowała i te moje przysiady i wygibasy nad ziemią.

Druga taka sytuacja przytrafiła mi się na cmentarzu, na Starych Powązkach w Warszawie. Fotografowałam ciekawe rzeźby i stare groby. Wystraszona starsza Pani podeszła do mnie i spytała czy jestem z administracji cmentarza bo jeszcze nie zapłaciła jakieś opłaty za grób. 

Jakie to wrażenie robi aparat fotograficzny na ludziach.  🙂

Dodaj komentarz